Chillbox powraca! Listopadowe cudowności + Nowości kosmetyczne || Maybelline / L'oreal Paris
Dobry wieczór kochani! Bardzo chciałam prowadzić bloga, a teraz okazuje się, że kompletnie nie mam ani na to, ani na nic innego czasu... Koniec studiów, a wraz z nim nowy etap w życiu - praca. Skupiłam się przez te parę miesięcy na zaklimatyzowaniu się w nowym środowisku i w końcu mogę powiedzieć, że powoli wracam do normalności. Tak więc znów jestem tutaj i mam nadzieję, że zostanę na dłużej, by móc robić coś, co lubię i co sprawia mi dużo satysfakcji. To zaczynamy! :)
Każdy, kto jest fanem tzw. surprise boxów, bardzo ucieszy fakt, że wraca jeden z najbardziej popularnych pudełek tego rodzaju. Ja niestety nie miałam moźliwości kupienia ich wcześniej, ponieważ zawiesili działalność, ale na wieść o wznowieniu sprzedaży pudełeczek nie mogłam nie kupić i, tak jak inni, cieszyć się jego zawartością. Miesiąc oczekiwania i w końcu jest! Otwieramy!
Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy to musli Foods by Ann. Już dawno przymierzałam się do przetestowania produktów Anny Lewandowskiej, ale za każdym razem odkładałam to na później. Dzięki Chillbox będę mogła wypróbować produkt z dodatkiem jabłka, porzeczki i śliwki. A wy macie już jakieś doświadczenia z tymi produktami? :)
Kolejny strzał w dziesiątkę dla mnie! Uwielbiam świece Yankee Candle, a w pudełeczku znalazłam ich wosk o zapachu cynamonu, który przyjemnie nastraja do przygotowań przedświątecznych :) Poza tym znalazło się także miejsce na niebieski kominek zapachowy, który jest niezbędny do zużycia wosku, jaki i będzie miłym dodatkiem do dekoracji pokoju.
Teraz czas na pudełkowe kosmetyki. Pierwszy z nich do balsam na bazie masła kakaowego Lilla Mai. Jest to dla mnie nieznana marką, więc jestem bardzo ciekawa skuteczności tego kosmetyku. Przeznaczony dla skóry suchej i skłonnej do podrażnień - produkt polski, w stu procentach organiczny, co można wyczuć już w samym zapachu balsamu, a raczej jego braku - w balsamie lekko wyczuwalna jest jedynie nuta kakaowa. Drugi kosmetyk to cukrowy peeling do ciała Fresh & Natural. Jestem absolutnie zakochana! Peeling ma tak intensywny zapach kawy, że ma ochotę się go zjeść! Oczywiście żartuję, ale jeśli chodzi o ten produkt to jestem jak najbardziej na tak, a pomysł na peeling z cukru jest genialny i bardzo skuteczny. Intensywnie przeglądam ich sklep internetowy i ciężko się zdecydować na jeden produkt, bo wszystkie wydają się być fantastyczne. Ale mogę zapewnić, że będzie to stała pozycja w mojej codziennej pielęgnacji.
I mamy kolejny kosmetyk kawowy. Organiczny scrub kawowy Eco Laboratorie. Porównałabym ten produkt do niezawodnego i już wypróbowanego Body Boom, którego bardzo polecam i używam na codzień. Teraz mam okazję ocenić podobny produkt i mam nadzieję, że i w tym przypadku peeling z kawy nie sprawi zawodu. A obok mamy... no właśnie, co to za śliczna chińska dziewczynka? To maseczka pod oczy z ekstraktem z wodorostów. Nie jestem fanką chińskich kosmetyków, ale jestem bardzo ciekawa, bo może się okazać, że będzie to ratunek dla moich zmęczonych oczu i na cienie pod nimi.
Na koniec propozycja książkowa - ''Dwóch panów z branży'' Katarzyny Czajki. Opis książki: Pożar, kobiety, porwania i inspektorzy podatkowi. To nie fabuła powieści gangsterskiej, to historia dwóch niedoszłych prawników - Polaka i Żyda, którzy po wyrzuceniu ze studiów uznali, że założenie kina będzie dobrym pomysłem... Historia dzieje się w międzywojnnej Polsce. Jestem raczej osobą, która uwielbia romanse, więc książką nie jestem jakoś wybitnie zafascynowana, jednakże na pewno zostanie wpisana na listę książek do przeczytania w czasie długich zimowych wieczorów.
Pierwsze pudełko Chillbox, po ich powrocie, uważam za bardzo udane. Nie mogło się obyć bez odręcznie napisanego liściku (uwielbiam!) i rabatów do: Spokojny Sklep, Madama, Projektogram i Ekodemi. Podsumowując: każdy znajdzie coś dla siebie, a ja szczerze zachęcam do zamówienia grudniowego pudełeczka, które na pewno wprowadzi w świąteczny nastrój.
_______________________________________________________________________
Drugą część postu chciałabym poświęcić na pokazanie trzech nowych produktów do makijażu, które wpadły w moje ręce zupełnie przypadkiem, a już kocham je miłością tak wielką, że zagoszczą w mojej kosmetyczce na bardzo długo.
Każdy, kto jest fanem tzw. surprise boxów, bardzo ucieszy fakt, że wraca jeden z najbardziej popularnych pudełek tego rodzaju. Ja niestety nie miałam moźliwości kupienia ich wcześniej, ponieważ zawiesili działalność, ale na wieść o wznowieniu sprzedaży pudełeczek nie mogłam nie kupić i, tak jak inni, cieszyć się jego zawartością. Miesiąc oczekiwania i w końcu jest! Otwieramy!
Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy to musli Foods by Ann. Już dawno przymierzałam się do przetestowania produktów Anny Lewandowskiej, ale za każdym razem odkładałam to na później. Dzięki Chillbox będę mogła wypróbować produkt z dodatkiem jabłka, porzeczki i śliwki. A wy macie już jakieś doświadczenia z tymi produktami? :)
Kolejny strzał w dziesiątkę dla mnie! Uwielbiam świece Yankee Candle, a w pudełeczku znalazłam ich wosk o zapachu cynamonu, który przyjemnie nastraja do przygotowań przedświątecznych :) Poza tym znalazło się także miejsce na niebieski kominek zapachowy, który jest niezbędny do zużycia wosku, jaki i będzie miłym dodatkiem do dekoracji pokoju.
Teraz czas na pudełkowe kosmetyki. Pierwszy z nich do balsam na bazie masła kakaowego Lilla Mai. Jest to dla mnie nieznana marką, więc jestem bardzo ciekawa skuteczności tego kosmetyku. Przeznaczony dla skóry suchej i skłonnej do podrażnień - produkt polski, w stu procentach organiczny, co można wyczuć już w samym zapachu balsamu, a raczej jego braku - w balsamie lekko wyczuwalna jest jedynie nuta kakaowa. Drugi kosmetyk to cukrowy peeling do ciała Fresh & Natural. Jestem absolutnie zakochana! Peeling ma tak intensywny zapach kawy, że ma ochotę się go zjeść! Oczywiście żartuję, ale jeśli chodzi o ten produkt to jestem jak najbardziej na tak, a pomysł na peeling z cukru jest genialny i bardzo skuteczny. Intensywnie przeglądam ich sklep internetowy i ciężko się zdecydować na jeden produkt, bo wszystkie wydają się być fantastyczne. Ale mogę zapewnić, że będzie to stała pozycja w mojej codziennej pielęgnacji.
I mamy kolejny kosmetyk kawowy. Organiczny scrub kawowy Eco Laboratorie. Porównałabym ten produkt do niezawodnego i już wypróbowanego Body Boom, którego bardzo polecam i używam na codzień. Teraz mam okazję ocenić podobny produkt i mam nadzieję, że i w tym przypadku peeling z kawy nie sprawi zawodu. A obok mamy... no właśnie, co to za śliczna chińska dziewczynka? To maseczka pod oczy z ekstraktem z wodorostów. Nie jestem fanką chińskich kosmetyków, ale jestem bardzo ciekawa, bo może się okazać, że będzie to ratunek dla moich zmęczonych oczu i na cienie pod nimi.
Na koniec propozycja książkowa - ''Dwóch panów z branży'' Katarzyny Czajki. Opis książki: Pożar, kobiety, porwania i inspektorzy podatkowi. To nie fabuła powieści gangsterskiej, to historia dwóch niedoszłych prawników - Polaka i Żyda, którzy po wyrzuceniu ze studiów uznali, że założenie kina będzie dobrym pomysłem... Historia dzieje się w międzywojnnej Polsce. Jestem raczej osobą, która uwielbia romanse, więc książką nie jestem jakoś wybitnie zafascynowana, jednakże na pewno zostanie wpisana na listę książek do przeczytania w czasie długich zimowych wieczorów.
Pierwsze pudełko Chillbox, po ich powrocie, uważam za bardzo udane. Nie mogło się obyć bez odręcznie napisanego liściku (uwielbiam!) i rabatów do: Spokojny Sklep, Madama, Projektogram i Ekodemi. Podsumowując: każdy znajdzie coś dla siebie, a ja szczerze zachęcam do zamówienia grudniowego pudełeczka, które na pewno wprowadzi w świąteczny nastrój.
_______________________________________________________________________
Drugą część postu chciałabym poświęcić na pokazanie trzech nowych produktów do makijażu, które wpadły w moje ręce zupełnie przypadkiem, a już kocham je miłością tak wielką, że zagoszczą w mojej kosmetyczce na bardzo długo.
| Maybelline New York Push Up Angel (ok. 20 zł), Maybelline New York Line Refine (ok. 10 zł), L'oreal Paris True Match (ok. 35 zł) |
Moje rzęsy to jeden wielki psikus - są bardzo długie, co na pewno jest ich atutem, ale niestety są też proste - próbowałam już wielu sposobów na podkręcenie. Dla przykładu: efekt użycia zalotki utrzymywał się około godzinę. Na szczęście w moich rękach pojawia się tusz, który (podobno!) daje efekt sztucznych rzęs. Moją uwagę przykuła przede wszystkim szczoteczka - nigdy wcześniej nie miałam okazji taką tuszować rzęs. Tusz nie jest ciężki, nawet po kilkakrotnym wytuszowaniu rzęs sprawia wrażenie, że nic na nich nie ma. Genialnie rozdziela rzęsy, nie zlepia ich i, co najważniejsze, na prawdę je podkręca. Nie jest to na pewno jakiś bardzo powalający efekt, ale wyraźnie widać ich podkręcenie, a dzięki temu są bardziej widoczne.
To że jestem zakupocholiczką wiedzą wszyscy, ale najbardziej jestem uzależniona od kupowania kredek do oczu i eyelinerów. Mam niezliczoną ilość w kosmetyczce - oczywiście wszystkie w kolorze czarnym. Tak więc nie mogłam przejść obojętnie obok tej. I muszę przyznać, że to bardzo dobry zakup - w kolorze matowej czerni, nie ściera się, jest miękka (bardzo łatwo się rozprowadza) i cienka, co pozwala na namalowanie idealnej kreski, tak jak eyelinerem.
Czas na ostatni produkt - korektor w pędzelku, maskujący niedoskonałości na twarzy. Moja cera ma wielki problem z tym i w najmniej odpowiednim momencie pojawia się coś, co trzeba jak najszybciej zatuszować. Produkty z serii True Match są bardzo wychwalane z racji tego, że dostosowują się do koloru naszej skóry. I jak sama się przekonałam, korektor na skórze jest mało widoczny i dobrze maskuje niechciane mankamenty skóry. Nie spływa z twarzy pod wpływem ciepła oraz długo utrzymuje się w miejscach jego nałożenia.
Świeczniki ze zdjęć to produkt sklepu BIEDRONKA.
Świeczniki ze zdjęć to produkt sklepu BIEDRONKA.
DOBREJ NOCY KOCHANI I WSPANIAŁEGO (JUŻ DZISIEJSZEGO) DNIA!
Komentarze
Prześlij komentarz